niedziela, 17 kwietnia 2016

Zakochany w służącej cz10

Typ: opowiadanie, romans
Rozdział :10
Zespoły : BTS
Głowna bohaterka : Ty
Zastrzeżenia : Brak
Pomoce : Gdy widzisz *..* to wstaw swoje imię :)

Zapraszam do czytania <3 

*Jeongguk pov*
Po powrocie do domu nie odezwaliśmy się nawet słowem. Nie wiedziałem jak zacząć rozmowę. Choć nie chciałem się na nią gniewać to jednak w środku byłem bardzo zły. Zresztą chyba nie ma co się dziwić, prawda? Przychodzi dziewczyna, która zawraca ci w głowie i gdy już myślisz, że możecie się do siebie zbliżyć to do akcji wkracza twój przyjaciel. Zapowiada się ciekawe popołudnie...

- Jak było? - z zamyślenia wyrwało mnie pytanie Jimina.
- Um... Wszystko sobie wyjaśniliśmy, jest dobrze. - uśmiechnąłem się niechętnie i zacząłem szukać pilota, by obejrzeć mój ulubiony serial "I'm so sad", który miał się właśnie zacząć.
- Sądzę, że źle robisz. - usiadłem po turecku i zwróciłem swój wzrok na Jimina, pokazując mu tym by kontynuował. - Widać było, że ze sobą flirtujecie. Nie była to nieoczywista sytuacja, wiedziała co robi i jakie będą konsekwencje. Na prawdę jesteś w stanie jej kiedyś zaufać? - spojrzał na mnie a ja momentalnie wbiłem wzrok w podłogę unikając jego spojrzenia. Miał racje.
- Przecież nie jesteśmy w związku czy coś, więc o co chodzi? - próbowałem wybrnąć z sytuacji jednak mój przyjaciel nie dał za wygraną.
- Będziesz tego żałował. Skoro nie potrafi się utrzymać na jednej smyczy to nie nauczy się tego nigdy. Ludzie się nie zmieniają Kookie. Najlepiej będzie jeśli definitywnie zakończysz tą znajomość, póki jeszcze nie doszło do niczego znacznego.
Nie odpowiedziałem. Poczekałem, aż opuści pomieszczenie i wyłączyłem TV. Nie miałem już ochoty niczego oglądać. Prawda boli szczególnie wtedy gdy serce nie chce jej przyjąć.

*Time Skip - następny dzień*

Pogoda za oknem była okropna. Deszcz spływał po szybie a czarnym chmurom nie było końca. Siedziałem w swoim pokoju i zawinięty w kołdrę słuchałem muzyki. Akurat gdy skończyła się moja ulubiona piosenka "Bad Boy"postanowiłem wstać, by nie marnować tak pięknego dnia. Czujecie ten sarkazm prawda?
Zbliżała się godzina 18 a to znaczyło, że *....* za chwilę wejdzie by posprzątać mój pokój. Atmosfera między nami była dość napięta, więc żeby uniknąć konfrontacji miałem w planach opuszczenie pokoju. Jednak los nie był na tyle łaskawy by pozwolić mi zwiać przez problemem.

* Jakkolwiek masz na imię pov :')*

Niechętnie skierowałam się do pokoju Kookiego. Zdecydowanie nie chciałam mieć z nim teraz żadnego kontaktu. Sytuacja nie wyglądała najlepiej a z natury wolę to przeczekać.
Biorąc pod uwagę stan czystości jego pokoju wzięłam jedynie szmatkę, by pościerać kurze. Weszłam po schodach na piętro, na którym znajdował się jego pokój. Wchodząc do pokoju zauważyłam, że zakłada skarpetki.
- Nie otwiera się okna gdy pada deszcz. Poza tym możesz się przeziębić. - podeszłam zamknąć ogromne okno będące nad biurkiem.
- Przepraszam. - powiedział to bardzo cicho, ledwo słyszalnie.
- Następnym razem po prostu tego nie rób, nie będę potem latać do apteki przez twoją głupotę a swoją drogą... - obróciłam się i zobaczyłam, że go nie ma. Zignorował mnie i wyszedł? - Hej! Jeszcze nie skończyłam! - wyszłam na korytarz, by go zatrzymać. Nie zdążył jeszcze zejść ze schodów.
- Co znowu?
- Nie wychodź gdy do ciebie mówię.
- Dobrze, MAMUSIU. - powiedział akcentując ostatnie słowo.
- Nie denerwuj mnie. O co ci znowu chodzi?! - wybuchłam.
- Mi? To ty jak chora wybiegasz za mną!
- Ah więc teraz będziesz zwalał winę na mnie? Ogarnij się.
- Może zamiast pilnować mnie to pilnuj swoje wejście, żeby znowu Jimin cię nie odwiedził!
Staliśmy naprzeciwko siebie i patrzyliśmy sobie w oczy. Nie umiałam nic mu odpowiedzieć. Jego wypowiedź dotknęła mnie na tyle mocno, że poczułam jak coś ściska mi gardło a łzy cisnąć mi się do oczu. Chwiejnym krokiem skierowałam się do toalety. Zatrzasnęłam drzwi i usiadłam na podłodze opierając się o wannę. Już po chwili moje policzki były czerwone i mokre od łez.
- *---* przepraszam! To nie miało tak zabrzmieć. Otwórz drzwi. - Jeongguk próbował, lecz byłam roztrzęsiona. Mówiłam, że cholernie mnie to zabolało? Tak? To mówię jeszcze raz.
Po około 15 minutach pukanie do drzwi  ustało a wraz z tym wołania Jungkooka. Otworzyłam drzwi i rozejrzałam się czy nie ma go w pobliżu. Droga była czysta, więc postanowiłam wyjść i skierowałam się  do kuchni. Oczywiście skradając się bo jak inaczej. Czasami czułam się jak w jakimś durnym fanfiction (no co ty nie powiesz xd).
- Jak coś to Kookie wyszedł. - Usłyszałam za sobą głos Jimina. Wyprostowałam się i spojrzałam na niego z nadzieją, że nie ma pojęcia o co chodzi.
- Nie szukam go. - odpowiedziałam.
- A powinnaś. - po tych słowach skierował się do pokoju gier.
Czy powinnam? Sama nie wiedziałam co zrobić. Pierwszy raz tak bardzo żałuję, że zaczęłam się interesować Koreą, że poznałam ten zespół, że wyjechałam do tego cholernego kraju. Trzeba było posłuchać rodziców i zostać. Ale czy byłabym szczęśliwa?

Dochodziła godzina 22 a ja czekałam, aż on wróci. Oczywiście na darmo. Martwiłam się, jednak nie zdecydowałam się na telefon. Po raz kolejny nerwowo spojrzałam na zegarek. Bez namysłu wstałam i ubrałam płaszcz oraz buty. Odetchnęłam ze zdenerwowania i strachu, bałam się ciemności a do tego ulewa się nasiliła, ale nie mogłam już dłużej bezczynnie siedzieć. A co jeśli coś mu się stało?
Wyszłam z domu i szłam przed siebie. Nie wiedziałam dokąd iść, więc po prostu szłam. Światło reklam i licznych latarni oświetlało mi drogę.
- Gdzie bym poszła na jego miejscu? - zapytałam samą siebie. - Klub nocny? Spacer po stale zatłoczonych ulicach Seoul'u? Park?
Przeszłam przez chyba większość ulic w promieniu 3 km. Ani śladu chłopaka. A co gorsze sama straciłam świadomość gdzie się właściwie znajduję. Świetnie. Nie wzięłam ze sobą komórki więc pozostały mi tylko dalsze poszukiwania. Skierowałam się w stronę pobliskiego parku. Na jego końcu znajdował się mały barek z ciepłymi napojami. Przemoczona i zakatarzona zaczęłam grzebać w kieszeniach sprawdzając czy wzięłam ze sobą jakieś pieniądze. Są. Niewiele ale powinno starczyć. Weszłam na mały mostek prowadzący w stronę owego budynku, gdy nagle zobaczyłam postać Kookiego. Siedział na jego krawędzi a nogi miał spuszczone w dół. Patrzył na miasto, nawet nie zauważył, że tu jestem. Podeszłam bliżej i usiadłam obok niego. Przez mój umysł przebiegły tysiące myśli a ja z każdą sekundą stawałam się bardziej nerwowa.
- Przepraszam. - przerwał niezręczną ciszę, która panowała między nami od kilku minut.
- Ja też przepraszam. - wyszeptałam i obróciłam się w jego stronę by spojrzeć mu w oczy. Widziałam w nich smutek. Czyli czuł się tak jak ja.
Już miałam wstać lecz jego dłoń mnie zatrzymała. Przyciągnął mnie bliżej siebie i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
- Wybacz mi.






















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz